czwartek, 28 listopada 2013

Dziś się wyspałam...

... i pierwszy raz od wielu już tygodni mam ochotę coś napisać na blogu. Obiecałam Ewie podzielić się wrażeniami z pierwszego okresu macierzyństwa i o tym, czy się da połączyć maminkowanie z pracą naukową. Pierwsze słowo, które przychodzi mi do głowy, gdy o tym myślę to wielkie: "uuuuuffffff". Oczywiście, że się da, ale jest to straaasznie męczące. Albo ja jestem mało wytrzymała. Albo zmieniają się priorytety, sama nie wiem. Ale najprawdopodobniej wszystkiemu winne jest chroniczne niedospanie. Powoduje ono, że nawet kiedy mam chwilę czasu to myślenie mi kiepsko idzie, albo wolno. I, jak to już wiedzą wszyscy moi studenci, opóźnienie w odpowiedzi na maile może trwać 2-3 albo 4 tygodnie.
I czasami sobie wyrzucam, że niepotrzebnie się zobowiązywałam do pracy podczas urlopu macierzyńskiego. Bo najchętniej to teraz:
1. Przyglądam się maluszkowi.
2. Rozmawiam z Kacpromikiem.
3. Robię mu masaż brzuszka.
4. Karmię.
5. I o dziwo bardzo lubię mu zmieniać pieluszki - szok i horror. W życiu nie przypuszczałabym, że będę czerpać satysfakcję ze zmiany pieluszek.

Dodatkowo, czasami Kacper ma gorsze dni, wtedy już obiektywnie nie ma jak wykonywać jakichkolwiek innych czynności poza obsługą dziecka.

Także wszystkich, którym nie odpowiedziałam na maile, przepraszam niniejszym oficjalnie. To wszystko przez oksytocynę, mam jej za dużo obecnie we krwi. Być może niebawem trochę opadnie. 

A teraz odrzutowe zdjęcia z wycieczki po lotniskowcu. Poszliśmy tam na wypadek, gdyby Kacper chciał zostać w przyszłości inżynierem, albo pilotem.


A tutaj szersza perspektywa:

Będę starała się częściej przemycać wątki macierzyńsko-Kacpromikowo-Amerykańskie :D

Na koniec dziecko zadowolone:

wtorek, 12 listopada 2013

Society for neuroscience

Tata i Kacper na konferencji
Tata i Kacper po konferencji
Mama i Kacper w centrum zainteresowania - na konferencji