Druga przyczyna to odbywająca się tam konferencja dotycząca świadomości:
http://www.theassc.org/assc_17
Upłynęły nam te dwa dni pod znakiem miłych pogawędek, zwiedzania klifów po ciemku, pływania za dnia oraz uczestnictwa w co ciekawszych sesjach i wykładach. I przygody motoryzacyjnej.
Mateusz zafundował nam wycieczkę po kampusie, który wywoływał w nas wspomnienia z dzieciństwa. Dlaczego? Hm... W przeciwieństwie do "kampusu SWPS" a nawet infrastruktury UW, kampus UCSD jest jak z bajki. Do oceanu pięć minut, budynki mieszkalne i uczelniane rozrzucone na urokliwych wzgórzach. A w tym wszystkim supermózgi i superkomputery. A na dowód proszę, zdjęcia:
Na tym zdjęciu fragment (fragment!!) superkomputera). Oczywiście Janek (z zazdrości zapewne) skwitował, że "pcheee, tylko 32 tera ramu, ja bym to zapchał w dwa dni.."

A tutaj, jakby ktoś nie wierzył jest napisane w czerwonej ramce, że mają superkomputery :)
Wcześniejszą atrakcją wycieczki była prezentacja budynku wydziału inżynierii, bardzo ciekawy, miał na dachu domek dla niegrzecznych dziekanów:
Pokazuję palcem, jakby ktoś nie zauważył tego szczegółu architektonicznego.
Następnym gwoździem atrakcji była prezentacja (niestety przez szybę, bo w niedzielę wszystko pozamykane) Labu Scotta, przy okazji chłopaki wymieniali się czułościami:
FUJ!
A potem była plaża i dyskusje "ręcznikowe" nad Mateusza projektem :D stwierdziliśmy, że można by taką nową, świecką tradycję wprowadzić: dyskusje artykułów i projektów na plaży, albo chociaż na ręcznikach..... nad basenem. Mateusz ma fajne fotki, jak walczymy z falami (w ramach rozgrzewki przed dyskusja) może wrzuci. Ja mam tylko takie:
Chłopaki w oddali szaleją, ja pilnuję rzeczy. Niebawem przybędzie Janek (bo powcierał sobie soli w oczy i stracił radość z walki) a ja pójdę szaleć. Piasek był strasznie gorący i było za dużo słońca, więc siedzieliśmy pod molo.
Po plażowych igraszkach rozdzieliliśmy się i my dzielnie na konferencję a Mateusz do swoich spraw. Niestety niedzielne sesje były raczej średnie, najciekawsza dla nas była jedna prezentacja w sobotę o wpływie obciążenia pamięci na dostrzeganie bodźców okołoprogowych - zainspirowała nas do modyfikacji obecnego paradygmatu badania (biedna Marta, będzie musiała to zaprogramować i przepilotować).
I tak zbliżamy się do kulminacyjnego momentu weekendu, czyli do powrotu do LA. Jedziemy sobie jedziemy, po drodze jemy meksykańskie żarełko, podziwiamy obrazki za oknem. Miło, sielsko, wspominamy jak było fajnie. Jedziemy bardzo szybko, ok 120 km/h. Aż tu nagle Janek zaczyna coś dziwnego robić kierownicą! Samochód dziwnie podskakuje i jeszcze wydaje taki dziwny dźwięk. Okazało się, że popsuła się oponka. Dosłownie, rozpadła się biedulka, o tak:
Jak w jakiejś ciężarówce. Początkowo myśleliśmy, że wybuchła albo coś w tym stylu. Ale po dokładniejszych oględzinach odnalazłam w niej gwóźdź - czyli wydaje się, że owa defragmentacja oponki nastąpiła już po przerwaniu jej ciągłości jako skutek jechania z dużą prędkością bez powietrza.
Jeśli myślicie, że popsuło nam to humory to jesteście w błędzie. Janek był w siódmym niebie udowadniając mi jakim to jest Super-Alfa-Zaradnym-Samcem-Który-Umie-Odkręcić-Strasznie-Zaskorupiałe-Śruby-W-Kole.
Na poważnie śruby były jak przyspawane, nie wiem, czy byłabym w stanie je sama odkręcić (a pierwotny plan był taki, że sama jadę do Mateusza, pewnie musiałabym wtedy kogoś na drodze zatrzymywać "na brzuch", żeby pomógł). Ale jak rzekłam napisawszy wcześniej, Janek jako, że nie jedną już oponkę w swym życiu wymienił (rowerowe głównie, ale czy ma to aż tak wielkie znaczenie) rachu-ciachu samochodzik podniósł, ja nazbierałam kamieni i pojechaliśmy dalej na jednym kółku mniejszym od innych.
Dla niewtajemniczonych: kamienie były konieczne, aby zabezpieczyć samochód przed przypadkowym pojechaniem w przód lub w tył. Zwróćcie uwagę jaki piękny betonowy kamień znalazłam na tej pustyni :)
Z powodu małego kółka nie mogliśmy rozwijać zawrotnych prędkości i droga zajęła nam 4 zamiast 2 godzin.
Ale już jesteśmy po wymianie oponek, mamy cztery nowe z gwarancją na rok (jak nam się popsuje, nawet jak złapiemy gumę, to nam za darmo wymienią, nieźle, co?).
A jutro przyjeżdża do nas Mateusz :)




