- ostatnie wygłaskiwanie kota
- demontaż akwarium, ale uzyskana przestrzeń została natychmiast twórczo prze-aranżowana i zaanektowana przez nowych mieszkańców:
- i oczywiście pakowanie! wydawało nam się, że wzięliśmy bardzo mało rzeczy i w dodatku, że mamy cały czas dużo wolnego miejsca, popatrzcie sami, czyż to tak nie wygląda, nawet kot się zmieścił:
Jednak podczas pomiarów na lotnisku okazało się, że pomimo dodatkowej walizki wciąż mieliśmy nadbagaż. Musiałam zrezygnować z dwóch par butów i dwóch książek, przykre to było nieco.
Zanim jednak wsiedliśmy do samolotu, o czym za chwilę, odbyło się miłe spotkanie pożegnawcze, na którym tłumnie piliście piwo i inne trunki a ja się przyglądałam:
W pewnym momencie bracia Kamińscy, jak widać na poniższym obrazku, rytualnie się oklepywali na pożegnanie:
... a inni pozdrawiali się znakami satanistycznymi (Basię to cieszyło wielce):
***
Dwa dni po imprezie przybyli rodzice, aby pomóc nam się spakować i odwieźć na lotnisko. Ostatniego wieczora prawda wyszła na jaw: Natalia się bardzo cieszyła, że w końcu wyjeżdżamy, tylko tata i mama Kamińscy mieli smutne minki:
Wtorkowym rankiem jak tułacze z walizkami pojechaliśmy w wielki świat (jak już wspomniałam, z części rzeczy i tak musiałam ostatecznie zrezygnować):
Aha, a ta niby super-zaje..fajna torba (ta brązowa, na ramieniu) się rozwaliła po drodze, nie polecam!
Następny wpis już amerykański będzie :)


hoho
OdpowiedzUsuń:)
OdpowiedzUsuńLata lecą 😀
OdpowiedzUsuń