I czasami sobie wyrzucam, że niepotrzebnie się zobowiązywałam do pracy podczas urlopu macierzyńskiego. Bo najchętniej to teraz:
1. Przyglądam się maluszkowi.
2. Rozmawiam z Kacpromikiem.
3. Robię mu masaż brzuszka.
4. Karmię.
5. I o dziwo bardzo lubię mu zmieniać pieluszki - szok i horror. W życiu nie przypuszczałabym, że będę czerpać satysfakcję ze zmiany pieluszek.
Dodatkowo, czasami Kacper ma gorsze dni, wtedy już obiektywnie nie ma jak wykonywać jakichkolwiek innych czynności poza obsługą dziecka.
Także wszystkich, którym nie odpowiedziałam na maile, przepraszam niniejszym oficjalnie. To wszystko przez oksytocynę, mam jej za dużo obecnie we krwi. Być może niebawem trochę opadnie.
A teraz odrzutowe zdjęcia z wycieczki po lotniskowcu. Poszliśmy tam na wypadek, gdyby Kacper chciał zostać w przyszłości inżynierem, albo pilotem.
A tutaj szersza perspektywa:
Będę starała się częściej przemycać wątki macierzyńsko-Kacpromikowo-Amerykańskie :D
Na koniec dziecko zadowolone:
Na koniec dziecko zadowolone:
Jednak chyba się mało wyspałam, skoro opublikowałam drugi raz to samo zdjęcie, hehehehe
OdpowiedzUsuńPhi ... opadnie Ci oksytocyna ... marzenia ściętej głowy :-)
OdpowiedzUsuńMały jest spoko zioooom! pozdro
Super, super :) Cieszę się, że Ci się podoba i że oksytocyna zadziałała :D
OdpowiedzUsuńNa razie nie widzę, żeby Kacper był jakoś szczególnie zachwycony tymi odrzutowcami... Może jednak zostanie naukowcem, w labie EEG już był??
Normalnie Anetki nie poznaję :) ale cieszę się, że mały sprawia Wam tyle radości. A praca poczeka, mózgi będą zawsze...
OdpowiedzUsuńWidzisz córeczko jak to taki mały człowieczek zmienia nasz punkt widzenia.Cieszę się ,że tak to odczuwasz.Bardzo się cieszę.
OdpowiedzUsuń