czwartek, 4 lipca 2013

Pierwsze koty przed płoty..

Czyli na początku kilka słów o tym, jak przykro było nam rozstawać się ze wszystkimi i wszystkim w Polsce. Oczywiście ogromna ekscytacja i nienormalnie (jak na nas) dużo przygotowań sprawiły, że mogliśmy o tym przez większość czasu nie myśleć, przygotowując się do wykonywania kolejnych zadań, takich jak:
- ostatnie wygłaskiwanie kota





















- demontaż akwarium, ale uzyskana przestrzeń została natychmiast twórczo prze-aranżowana i zaanektowana przez nowych mieszkańców:















- i oczywiście pakowanie! wydawało nam się, że wzięliśmy bardzo mało rzeczy i w dodatku, że mamy cały czas dużo wolnego miejsca, popatrzcie sami, czyż to tak nie wygląda, nawet kot się zmieścił:















Jednak podczas pomiarów na lotnisku okazało się, że pomimo dodatkowej walizki wciąż mieliśmy nadbagaż. Musiałam zrezygnować z dwóch par butów i dwóch książek, przykre to było nieco.
Zanim jednak wsiedliśmy do samolotu, o czym za chwilę, odbyło się miłe spotkanie pożegnawcze, na którym tłumnie piliście piwo i inne trunki a ja się przyglądałam:












































W pewnym momencie bracia Kamińscy, jak widać na poniższym obrazku, rytualnie się oklepywali na pożegnanie:















... a inni pozdrawiali się znakami satanistycznymi (Basię to cieszyło wielce):















***
Dwa dni po imprezie przybyli rodzice, aby pomóc nam się spakować i odwieźć na lotnisko. Ostatniego wieczora prawda wyszła na jaw: Natalia się bardzo cieszyła, że w końcu wyjeżdżamy, tylko tata i mama Kamińscy mieli smutne minki:













Wtorkowym rankiem jak tułacze z walizkami pojechaliśmy w wielki świat (jak już wspomniałam, z części rzeczy i tak musiałam ostatecznie zrezygnować):



















Aha, a ta niby super-zaje..fajna torba (ta brązowa, na ramieniu) się rozwaliła po drodze, nie polecam!
Następny wpis już amerykański będzie :)

3 komentarze: